Po pierwszym miesiącu w Tajlandii

October 18, 2015

Pierwszy miesiąc za nami. Było jednocześnie łatwiej i intensywniej niż się spodziewaliśmy. Na razie wszystko idzie gładko, bez większych problemów, nagłych zwrotów akcji. Przed nami pierwsza granica. Laos. Wyjeżdżam z Tajlandii z dużym sentymentem do tego kraju. Kraju wolnych ludzi, jak mówi dosłowne tłumaczenie słowa Tajlandia. I czuć tę wolność na każdym kroku. Każdy robi tu swoje, żyje w teraźniejszości, pozwalając też innym żyć jak chcą. Nie ma konfrontacji, nie ma okazywanej złości czy niezadowolenia.

Mimo prostoty, wszystko jest tu jednak zawiłe.

 

Tajlandia, kraj prostytucji, handlu ludźmi jest jednocześnie ostoją tolerancji, spokoju i dobrej woli.

 

Jak oni to wszystko łączą?

 

Idziesz ulicą i z jednej strony widzisz starszych, europejskich mężczyzn z tajskimi, młodymi dziewczynami, z drugiej mnóstwo osób, których płeć trudno określić, daleko wykraczających poza europejskie rozumienie męskości i kobiecości. I nikt ani z jednym ani z drugim nie ma żadnego problemu.

 

Na ulicy niemal nie widać żebraków. Choć trudno porównać tajski poziom życia do europejskiego, ludzie nie wydają się umierać z głodu, zdaje się że każdy tak czy inaczej jest w stanie znaleźć kąt do spania i coś do jedzenia. Jeśli nie na jednym ze stoisk z bardzo tanim jedzeniem, to na drzewach, polach, natura pełna jest w Tajlandii pożywienia, często niczyjego.

 

Chwila zawahania na ulicy i na pewno ktoś podejdzie, zapyta co może dla Ciebie zrobić, choć jeśli nie będzie znał/a odpowiedzi na Twoje pytanie, poda jakąkolwiek, byle tylko uniknąć sytuacji w której powie, że nie wie jak pomóc. I może w konsekwencji pójdziesz w dokładnie odwrotnym kierunku, może wsiądziesz do nie tego autobusu co trzeba. Ale tam znów ktoś będzie chciał pomóc. Jakkolwiek.

 

Szukasz noclegu? Wstąp do świątyni. Albo na komisariat policji. Jedziesz autostopem? Czekanie nie powinno zająć dłużej niż 10 minut. Zapewne kierowca nie będzie mówił po angielsku i najprawdopodobniej na końcu i tak zawiezie Cię na dworzec autobusowy, ale po drodze na pewno poczęstuje co najmniej butelką wody, a całkiem prawdopodobnie również owocem, kawą czy obiadem. Koszt życia? Poza atrakcjami turystycznymi naprawdę minimalny. Filozofia? Mocno buddyjska. Podejście? Sabai, sabai (spoko, take it easy).

 

 

Share on Facebook
Please reload

RELATED | POWIĄZANE

Please reload

  • White Facebook Icon
  • White Instagram Icon
  • White YouTube Icon

YouTube

We are Anna and Andrea, a Polish-Italian couple traveling around the world. We are looking for changemakers,

in order to describe and share their stories.

Our journey is based on exchange: story telling and other skills in exchange for a place to sleep and food. 
 

Join the GoodNewsLetter