Dasz radę

September 1, 2017

Dasz radę

EDUKABE

Łódź| Poland

Od czego się zaczęło?

 

Barbara Michalska: Kiedy kończyłam szkołę podstawową, moja wychowawczyni powiedziała: Basia, ty to szkoła zasadnicza, nie startuj dalej. Wiedziała, że chcę iść do liceum medycznego, ale ze względu na słabe oceny nie wystawiła mi rekomendacji. Jakiś czas później pojechałam do liceum medycznego z tatą, pamiętam jak stałam przed bramą i do ostatniej chwili wahałam się, czy złożyć papiery. Odwróciłam się, spojrzałam na tatę i spytałam: czy na pewno? Odpowiedział, że nie dowiem się, jeśli nie spróbuję. Jeśli to czujesz – idź. Po prostu idź. I poszłam. Okazało się, że w liceum nie ma klasy pielęgniarskiej, na którą liczyłam i wylądowałam w klasie o profilu opiekunka dziecięca. Ostatecznie jednak poszłam też na ratownictwo medyczne w szkole podyplomowej.

 

Pracowałaś w ratownictwie?

 

Zawsze uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny... chciałam złożyć papiery do jednostki ratownictwa medycznego. Człowiek, który je przyjmował powiedział:

- Ok, ale my cię nie przyjmiemy.

- Dlaczego?

- Bo jesteś kobietą.

- I co z tego?

- Bo przecież... ciąża, przerwy w pracy, nie możesz dźwigać...

Wtedy po raz pierwszy spotkałam się z takim policzkiem dyskryminacji. Wyszłam stamtąd z totalnym dołem, złożyłam papiery na studia, skończyłam kierunek pedagogiczny. Jeszcze w czasie studiów zaczęłam pracować trochę w żłobku, trochę w przedszkolu. Praca w przedszkolu pokazała mi jak łatwo się wypalić w tym systemie, który zamyka, nie dba o ludzi, mówi o tym, że dziecko jest na pierwszej linii, jest wartością nadrzędną, ale w praktyce liczy się papier, a papier przyjmie wszystko. Pamiętam taki ból wewnątrz i rozmowę z koleżanką drzwi obok. Grupa, w której ja pracowałam, była grupą unijną, mieliśmy swoją przestrzeń, białe drzwi. I do tej pory mówię, że przemiana zaczęła się od zamkniętych drzwi. W pewnym momencie ona te drzwi otworzyła i powiedziała: Barbara, ja już nie mogę, zróbmy coś.

 

I co zrobiłyście?

 

Zawsze marzyłam o Fundacji, która będzie się kierowała bliskimi mi wartościami. Bardzo ważna jest dla mnie wolność. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak można ludzi zmuszać do czegoś, zamykać, nakazywać. W EduKabe prowadzimy warsztaty, głównie z bezpieczeństwa w sieci, mówię dzieciakom, że mają swoje prawa, granice. Widzę w ich oczach zdziwienie. Często na wejściu chcą cię atakować, ale kiedy spokojnie dopytujesz o ich pasję, wartości, zainteresowania zaczynają się zastanawiać czy aby nie znikniesz? Mam też poczucie, że na samym gadaniu nie można skończyć warsztatu, dzieciaki są wypalone słuchaniem. Miałyśmy ostatnio takie doświadczenie, wchodzimy do sali, a tam 6 osób. Ostatnia godzina lekcyjna. Zaczynamy, pytamy jak się czują. Spojrzenie na nas. Dobrze. Jesteście zmęczeni? Tak. A czemu zostaliście? Bo inne osoby powiedziały, że warsztat jest spoko. Zaczęliśmy z nimi rozmawiać, pytać czego im brakuje w edukacji. Powiedzieli, że poważnego traktowania. Nie na zasadzie: przyjdzie ktoś, pogada, powie czego im nie wolno. Oni wiedzą czego im nie wolno, tylko nie wiedzą co mogą zrobić, w którą stronę pójść, gdzie się kierować.

 

A co poza Fundacją?

 

Na co dzień mówię do kobiet, do mężczyzn, że są spoko. Nawet wczoraj poszłyśmy z córka do skate parku, ona z hulajnogą. Nadjeżdżają dwie dziewczynki na rolkach. Jedna wyluzowana, robi co chce, druga wycofana: nie, nie potrafię. Odwróciła się nagle w moją stronę, a ja mówię: spróbuj, małymi krokami. Spróbuj kawałek. Dziękuję pani, odpowiedziała. Nie dziękuj, spróbuj. Udało się? Jeszcze trochę, spróbuj jeszcze raz. Podeszłam do niej na koniec raz jeszcze i mówię: nie poddawaj się. Jeśli się poddasz nie zobaczysz na co cię stać. Przyjdź jutro i spróbuj jeszcze raz. Staram się tak robić, mówię do ludzi. Ktoś przechodzi i mówi: ale świetnie wyglądasz. A ja dodaję: powiedz jej też, że jest mądra. Byliśmy na pizzy i obsługiwała nas niezwykle ciepła, fajna kelnerka. Poprosiłam o rozmowę z kierownikiem. Powiedziałam mu, żeby doceniał tę osobę, bo jest niezwykła i choć domyślam się, że jej zarobki są nieadekwatne, niech choć docenia ją każdego dnia. Dziewczyna miała łzy w oczach. To są takie rzeczy, które uwielbiam robić.

 

Skąd się to bierze?

 

Chyba z osobistych doświadczeń. Zawsze się śmieje, że dopóki nie dopadnie mnie Azhalmer będę pamiętać moją wychowawczynię, która mówi 15-letniej dziewczynie, że się nie nadaje. Lubię też obserwować ludzi. Niektórzy mówią, że są nieśmiali, a ja sobie myślę, że może to nie jest nieśmiałość, ale zdolność obserwowania świata, wybierania osób, które są dla nich bezpieczne, z którymi można pogadać, pobyć.

 

Zawsze masz energię na bycie z ludźmi?

 

Nie zawsze, czasami chciałabym kopnąć ten świat. Na przykład kiedy w Fundacji zmagamy się z kwestiami finansowymi. Często mówię Mariuszowi, mojemu partnerowi, jakie to beznadziejne, że ktoś wymyślił pieniądz. Bardzo boli mnie przeliczanie pewnych rzeczy na złotówki, część jest po prostu bezcenna.

Czasem trudno też wyważyć ile dać z siebie, ile zostawić dla siebie. Ile dać siebie, by się nie wypalić, ile zachować, by móc dalej działać. Doszłam do takiego momentu, w którym poczułam, że boli mnie pomaganie, poczułam mur. Pomyślałam, że może za dużo zasobów oddałam. A może stoję w miejscu i drepczę, i nie widzę, nie widzę. Może muszę otworzyć się na ludzi, na nowe pomysły, nie przywiązywać się do tego, że skoro coś działa to powinniśmy to robić.

 

Co pomaga w zmienianiu świata, również w tych słabszych chwilach?

 

Ludzie. I wiara w to, że można. Bycie ześwirowanym, nietrzymanie się tematu. Doświadczanie w życiu takich cennych lekcji jak skakanie po kałuży, bieganie po rosie rano, tarzanie się z górki, turlanie się. Nieskrępowanie, nie trzymanie się pewnych ram. Móc poczuć ten moment, kiedy jest się wolnym. Czasami jest potrzebny jeden zachód czy wschód słońca. Czasami jedna kłótnia. Rozmowa. Zjedzenie dobrego jabłka, nagrzanego od słońca, to jest czasem potrzebne, by zmienić świat.

 

Jesteś szczęśliwa?

 

Jestem i nie jestem. Jestem, bo czuję, że jest fajnie w moim życiu, dzieje się dużo. Jest czas na chwilę zatrzymania. Mam poczucie, że dużo zależy ode mnie. Ale nie jestem szczęśliwa, bo widzę ludzi wokół, którzy potrzebują pomocy. Nawet dziś wysiadając widziałam człowieka, będącego osobą bezdomną, który miał nawyk składania dłoni i widzę, że ludzie go nie rozumieją. Mamy nawyk kategoryzowania, umieszczania etykietek. Nie ma ludzi, którzy przechodzą i myślą: aha, ten człowiek tak ma. Może potrzebuje jakiejś pomocy, niekoniecznie złotówki, może informacji gdzie znaleźć ciepły posiłek. I w tym kontekście jestem nieszczęśliwa, że ten świat jest tak dziwnie poukładany, niepotrzebnie. Ostatnio słyszałam ciekawą wypowiedź, że wszystko zaczyna się od chaosu: pomysły, idee. I może tak jest, że ten świat jest zbyt poukładany. Może tego nam brakuje, zejścia do pierwotnego poczucia samego siebie, zrozumienia, że ten świat jest w jedności. Byłabym szczęśliwa gdybyśmy wszyscy chodzili boso, nie musieli nosić sztywnych uniformów. Do tej pory myślę o dredach, ale coś z tyłu głowy mnie powstrzymuje, bo fundacja i staranie się o kasę, wejście do wydziału edukacji i mówienie, że jesteśmy wartością, robimy ważne rzeczy, a przecież może to zostać podsumowane jako NGO to hipisi, dredy, wolność i pokój. I dlatego jestem nieszczęśliwa.

 

Co dalej?

 

Co dalej... dalej jest życie. Jestem na etapie przewartościowania pewnej myśli. Zawsze mi się wydawało, że muszą mieć plan długofalowy. Teraz staram się to ograniczać, koncentrować na 2-3 latach w przód. Ważne jest też życie w zgodzie ze sobą każdego dnia. Budzić się, spojrzeć na męża, córkę, poczuć, że to jest super, tego właśnie chciałam. Myślę, że nie bez znaczenia jest z kim jesteśmy w życiu. Mam poczucie, że udaje nam się tworzyć fajną rodzinę, w której jest miejsce na złość, smutek, szczęście. Jest miejsce na to skakanie po kałużach. I wychodzenie o 22.00 na balkon, jeśli córka ma na to ochotę. Choć uruchamiają się myśli: weź kapcie, włóż bluzę, to jednak wychodzi. Ta chwila jest ważna, cieszenie się sobą. I jeszcze mówienie, że dasz radę. Gdybym mogła, puszczałabym ludziom 24h/dobę: dasz radę. Ale wiem, że część ludzi z różnych powodów ma słuchawki w uszach i nie usłyszy. Ale się da.

Więcej o EduKabe: edukabe.pl 

 

Share on Facebook
Please reload

RELATED | POWIĄZANE

Please reload

  • White Facebook Icon
  • White Instagram Icon
  • White YouTube Icon

YouTube

We are Anna and Andrea, a Polish-Italian couple traveling around the world. We are looking for changemakers,  in order to describe and share their stories.

Our journey is based on exchange: story telling and other skills in exchange for a place to sleep and food. 
 

Join the GoodNewsLetter