Turcja dla alternatywnych turystów/ek


Turcja... prawdziwy raj dla alternatywnej turystyki, ze szczególnym uwzględnieniem autostopujących. Kraj wewnętrznych sprzeczności, niesamowitej kultury, przebogatej przyrody i ludzi, o których gościnności możnaby napisać książkę. Nie jedną. Kraj, który w ciągu kolejnych lat przestanie być tym, czym jest teraz. Miejsce ciągłych zmian, którego położenie geograficzne determinuje ciągły niepokój. A jednak nigdzie nie przyjęto nas tak ciepło, jak w Turcji. Nie przez przypadek spędziliśmy tak 7 tygodni, to jeden z naszych nadłuższych przystanków w podróży.

Wbrew temu, co mówi się o Turcji, czuliśmy się tam bardzo bezpiecznie, może poza głównym placem w Stambule, który również część mieszkańców/ek omija z daleka. Poza dużymi miastami nawet przez sekundę nie czuliśmy żadnego rodzaju zagrożenia.

Nasza trasa:

Część 1: Stambuł-Pamukova-Kerpe-Bursa-Izmir-Urla-Efez-Fethiye-Antalya-Konya-Kapadocja-Sivas-Trabzon

Część 2: Ardahan-Erzurum-Ankara-Stambuł

Dla poszukujących miejsc nietypowych

Polecamy małe miasteczka i farmy. Choć trzeba powiedzieć, że w Turcji jest tyle miejsc typowych, które zdecydowanie trzeba odwiedzić, że na te nietypowe może nie starczyć już czasu... Absolutnie najlepsza jest Kapadocja, na tyle ogromna, że spokojnie można tam znaleźć dużo niewydeptanych ścieżek.

Dla autostopowiczów/ek

Turcja to raj dla autostopowiczów/ek. Naprawdę. W żadnym innym kraju jeżdżenie stopem nie było tak proste. Przejechaliśmy cały kraj dwa razy, praktycznie nigdy nie czekając dłużej niż 10 minut. Co więcej, każdy, dosłownie każdy kierowca w porze obiadowej zapraszał nas na zupę/kebab/pitę, a jak pora nie była obiadowa to przynajmniej herbatę/kawę. Zatrzymują się zarówno kierowcy tirów (którzy nie zawsze jadą bardzo wolno i zdarza się, że prowadzą od 24 godzin), jak i prywatne samochody. Jedynym wyzwaniem jest język, maksimum 10-20% kierowców mówi w jakimkolwiek innym języku niż turecki. Nie przeszkadza to jednak w prowadzenu dyskusji i dzieleniu się doświadczeniami ;)

Dla couchsurferów/ek

Couchsurfing, podobnie jak autostop, działa doskonale. Nie tylko większość naszych próśb o nocleg została zaakceptowana niemal od razu, ale też poznaliśmy dzięki temu naprawdę niesamowitych ludzi, którzy otworzyli swoje drzwi, lodówki i serca. Wysłuchaliśmy niezwykłych historii i otrzymaliśmy mnóstwo wsparcia i przydatnych wskazówek.

Nawet w tak turystycznych miejsach jak Kapadocja udało nam się znaleźć couchsurfera bez większych problemów. Jedynym miejscem, w którym nie daliśmy rady było Sivas. To jednak mało turystyczne miasto, w którym chcieliśmy się zatrzymać tylko dlatego, że wypadało w samym środku autostopowej trasy. Ostatecznie postawiliśmy na nocny autobus, który kosztował tyle samo co nocleg w hostelu.

Dla wolontariuszy/ek

Szukając w Turcji projektów przez workaway.info zostaniecie zasypani ponad 400 propozycjami, z których niemal każda zasługuje na uwagę. Samo ich przejrzenie i wstępna selekcja zajęły nam kilka dni. Ostatecznie wybraliśmy 5-7 najlepszych z naszego widzenia projektów i zostaliśmy zaakceptowani w 3 spośród nich. Choć planowaliśmy odwiedzić maksimum 2, ostatecznie nie mogliśmy się zdecydować i skorzystaliśmy ze wszystkich 3 zaproszeń. I wszystkie 3 bardzo, bardzo polecamy.

Pierwszy projekt znajduje się Kadikoy, malutkiej wiosce zamieszkałej przez kilka osób, kilkanaście kilomentrów od Pamukova, w samym środku gór. Społeczność złożona z 4 osób postanowiła zamieszkać razem, sami zbudowali dom z naturalnych materiałów, obecnie tworzą swój ogród korzystając z zasad permakultury. Spokojne miejsce, kilka godzin wolontariackiej pracy bez z góry założonego planu i mnóstwo czasu na rozmowy, spacery, czytanie książek, bycie po prostu.

Drugi projekt był zupełnie inny. Narkoy to ogromna biologiczna farma, zatrudniająca 16 osób i produkująca wszelkie możliwe rodzaje warzyw, owoców i innych roślin. Przy farmie funkcjonuje hotel i restauracja. Praca wolontariacka przebiega w ściśle określonych godzinach, z przerwą na pyszny obiad z lokalnych produktów. Otwartość i ciepło osób pracujących w Narkoy pokonuje wszelkie bariery językowe.

Trzecia była organiczna farma oliwek, produkująca oliwę. Prowadzona przez Sibel (i od jakiegoś czasu jej męża), jest zupełnie innym przykładem społeczności, aktywnie współtworzonej przez konie, osły, owce, kury, psy, gęsi i koty. Zwierzęta pozostają wolne, korzystając jak chcą z ogromnej przestrzeni farmy. Przychodzą czasem coś zjeść lub poprzyglądać się ludzkiej pracy. Raj dla szukających spokoju i harmonii z naturą.

Dla wegetarianek i wegan/ek

To pierwszy (i niestety nie ostatni) kraj w naszej podróży, w którym Anna „zawiesiła” swój wegetarianizm. Turcy i Turczynki są ogromnie otwarci, jak wspominaliśmy powyżej, często zapraszają na obiad, niestety praktycznie nigdy nie pytając przed zamówieniem czy jest coś czego nie jemy. Z couchsurferami było znacznie prościej, jeśli już zapraszali nas na kolację, niemal zawsze była wegetariańska, ale kierowcy w pierwszym odruchu wybierali kebab. A że w większości nie mówili po angielsku, mogliśmy zareagować kiedy już było za późno. Oczywiście to tylko wymówki, niemal pokazują z jakimi trudnościami wegetarianie/nki i weganie/nki mogą się spotkać.

Alternatyw dla mięsa jest sporo, przede wszystkim humus, różne wytwory z fasoli, zupy.

Dla interesujących się polityką i sytuacją społeczną

Spędziliśmy w Turcji 6 tygodni tuż przed referendum decydującym o przyznaniu większej władzy Erdoganowi, obecnemu prezydentowi. Dzień po tym jak przyjechaliśmy do Stambułu pojawiły się plakaty wyborcze, wyjechaliśmy zaś dokładnie dzień po referendum. Mogliśmy więc z bliska oglądać tę, łagodnie mówiąc, nie do końca demoratyczną kampanię, w której niemal jedyną widoczną na ulicach alternatywą było „evet” (tak). Nie zaskoczyło nas więc (mimo nadziei do końca), że evet wygrało, przyznając więcej władzy Erdoganowi. Trzeba jednak powiedzieć, że różnica była bardzo niewielka (49%/51%), co ostatecznie świadczy o dużej świadomości tureckiego społeczeństwa. Z oczywistych względów głównie spotkaliśmy osoby, które były na nie (jak przeważająca większość tych, którzy mówią po angielsku i są otwarci na obcokrajowców/czyni). Jedynie autostopując zdarzało się nam czasem rozmawiać z kimś kto był na tak (raz nawet podrzucił nas samochód wyborczy „evet”). Z ciekawością i pewnym niepokojem patrzymy co wydarzy się w Turcji dalej.

Dla przestrzegających zasad

Polacy/ki potrzebują wizy, do zrobienia w 5 minut online. Wiza pozwala na przebywanie na terenie kraju przez 3 miesiące w ciągu pół roku. Można wjeżdżać wielokrotnie, co też uczyniliśmy, wracając do Turcji po odwiedzeniu kaukaskich krajów. Na granicy nie mieliśmy problemów, prócz zepsutego komputera, który zablokował nas na ponad godzinę na granicy gruzińsko-tureckiej. Andrea jako Włoch wizy nie potrzebował.

Historie światozmieniaczy/ek z Turcji: Pudło sztuki

Inne posty o Turcji: Shit happens

RELATED | POWIĄZANE

  • White Facebook Icon
  • White Instagram Icon
  • White YouTube Icon

We are Anna and Andrea, a Polish-Italian couple traveling around the world. We are looking for changemakers,  in order to describe and share their stories.

Our journey is based on exchange: story telling and other skills in exchange for a place to sleep and food. 
 

Join the GoodNewsLetter

Domain: exchangetheworld.info Token: 8f33766246f6a39ac26f12d885511de2616edb4d1c5396105cb312c07a5d1a5f