Wracanie do domu w czasach korony

Oto jesteśmy, z powrotem w Europie. Ostatnie dni były kompletną emocjonalną burzą. Było mniej więcej tak:

9.03 - Po #LSuC2020 pojechaliśmy do Bikaner, świętować Holi. Po raz pierwszy część ludzi na ulicy zaczęło krzyczeć "korona" gdy przechodziliśmy. Nepal zamknął granice dla Włochów (mieliśmy wyjechać z Indii pod koniec miesiąca, gdy kończy się nasza wiza i jechać do Nepalu).

10.03 - Nepal zamknął granice dla wszystkich, Indie zamknęły granice dla Włochów.

11.03 - Indie zamknęły granice dla wszystkich, ale pozwoliły zostać tym, którzy już są w środku. Zaczęliśmy dyskutować o tym, co robić, początkowo decydując się zostać w Indiach i ubiegać o przedłużenie wizy.

13.03 - Pojechaliśmy do biura FRRO (MSZ) w Amritsarze, prosić o przedłużenie wizy. Na początku nam odmówili, potem kazali przedłużyć wizę online i zarejestrować się na policji w miejscu, w którym zostaniemy na cały okres kryzysu. Zaczęłyśmy zastanawiać się gdzie jechać. Mieliśmy kilku bliskich znajomych, którzy zaproponowali, że możemy u nich zostać.

14.03 - Postanowiłyśmy póki co zgodnie z planem jechać na wolontariat do ashramu w Rishikeszu i zobaczyć, jak sytuacja się rozwinie.

15.03 - Tuż przed wejściem do Ashramu zostaliśmy poproszeni o przyniesienie świadectwa zdrowia. Pojechałyśmy do szpitala po to tylko, by dowiedzieć się, że w niedzielę takich nie wydają. Ashram powiedział: wróćcie jutro, ze świadectwem. Świadectwo takie otrzymaliśmy jakieś 10 dni wcześniej i nie potwierdza ono niczego poza tym, że w tym konkretnym momencie nie mamy symptomów. Testy, które dałyby definitywną odpowiedź w kwestii obecności wirusa, wykonywane są w niewielu miejscach w kraju. Ale by dostać to nie dające pewności świadectwo musieliśmy iść do szpitala, do miejsca, gdzie zgłaszają się osoby, które mają symptomy. Ostatecznie postanowiliśmy nie wracać kolejnego dnia, zrezygnować z wolontariatu w Ashramie i szukać drogi powrotnej do Europy. Sytuacja z dnia na dzień stawała się coraz bardziej napięta, ludzie byli podejrzliwi wobec obcokrajowców, obwiniali ich za rozprzestrzenianie wirusa.

16.03 - Kupiliśmy bilety do Włoch na 22.03. Nie mogliśmy lecieć do Polski, Andrea nie zostałby wpuszczony.

18.03 - Nasz lot został odwołany. Spędziłyśmy kilka godzin szukając alternatywnych rozwiązań, kontaktowaliśmy się z liniami lotniczymi, ambasadami itp. W końcu Alitalia zaproponowała nam nowe bilety na 23.03. Przenieśliśmy się do New Delhi do naszego znajomego. Zaproponował nam nocleg, ale musiał stawić czoła skargom sąsiadów, którzy nie chcieli, by gościł obcokrajowców. Tymczasem w social mediach zaczęło się pojawiać wiele historii cudzoziemców wyrzucoych z hosteli. Ludzie zakryli twarze, kiedy nas widzieli i wydawali się wierzyć, że biali łatwiej roznoszą wirusa, niezależnie od tego, że byliśmy w Indiach na długo przed rozpoczęciem choroby.

19.03 - Indie ogłosiły całkowite zatrzymanie połączeń międzynarodowych od 22.03, co oznaczało, że nasz lot 23.03 nie poleci. Pojechaliśmy na lotnisko, aby spróbować dostać się do ostatniego lotu Alitalii do Rzymu, o 4.00 rano. Wiedziałyśmy, że szanse są bliskie zera, ale postanowiliśmy poprosić o przebookowanie biletu na ten konkretny lot. Przez 6 h staliśmy przed okienkiem słysząc, że jedyną opcją jest zakup nowego biletu za tysiące euro, albo że lot jest zbyt pełen, albo że przełożenie terminu jest niemożliwe itp. W końcu o 3.00 rano wpuścili nas na pokład.

20.03 - O godzinie 8.00 czasu włoskiego wylądowaliśmy w Rzymie. Większość pociągów we Włoszech nie funkcjonuje, ale po wielu zmianach planów udało nam się dotrzeć do Fano - rodzinnego miasta Andrei. I tu też rozpoczęliśmy naszą 14 dni kwarantannę.

Share on Facebook
Please reload

RELATED | POWIĄZANE

Please reload

  • White Facebook Icon
  • White Instagram Icon
  • White YouTube Icon

We are Anna and Andrea, a Polish-Italian couple traveling around the world. We are looking for changemakers,  in order to describe and share their stories.

Our journey is based on exchange: story telling and other skills in exchange for a place to sleep and food. 
 

Join the GoodNewsLetter