Moje wielkie indyjskie wesele

 

Moje wielkie indyjskie wesele

CONSCIOUS CONNECTIONS

India

Potrzebowaliśmy dwóch miesięcy w Indiach, by zacząć rozmawiać z lokalnymi ludźmi o miłości, relacjach, kastach. I więcej jeszcze, by zrozumieć, że miłość, być może, to jedynie kulturowy konstrukt. Dziś ponad połowa małżeństw w Indiach jest aranżowana. Mimo to, jak sami mogliśmy się przekonać, wiele z nich funkcjonuje zaskakująco dobrze. Może nawet lepiej niż w Europie. Nie jest łatwo zagaić temat, Hindusi i Hinduski nie są otwarci, a może po prostu przyzwyczajeni do dyskutowania o pewnych sprawach. Zafascynowani, nie przestawaliśmy jednak szukać odpowiedzi na pytanie: jak dwójka obcych sobie ludzi jest w stanie po ślubie zbudować trwałą relację i szczęśliwą rodzinę? Czy istnieje narzędzie, metoda, rytuał zakorzeniony w kulturze, który im pomaga? Niektóre z odpowiedzi były dość przygnębiające, jak przygotowywanie dziewczyn już od małego do adaptowania się, dostosowania do nowej rodziny. Inne dawały więcej nadziei: przez pokolenia, Hindusi i Hinduski nauczyli się łączyć pary tak, by miały jak największe szanse na stworzenie dobrej relacji – małżonkowie pochodzą z podobnego kontekstu społecznego i kulturowego, mają podobne zwyczaje, wierzenia i podejście. Ślub nie łączy ze sobą jedynie dwóch osób, ale dwie rodziny. Nie ma nic ważniejszego niż rodzina, w dużo głębszym i szerszym sensie niż możemy obserwować w naszych kulturach. Rodzina jest tak ważna, że większość osób nie wyobraża sobie działać wbrew jej woli. Zakochanie się nie wchodzi w grę. A może ludzie zakochują się już po ślubie, dzieląc tą samą przestrzeń, z szacunku do drugiej osoby i rodziny, która ją wybrała? Tylko wówczas, czy miłość nie byłaby czymś różnym od wizji sprzedawanych nam w romantycznych książkach i filmach? Jedna rzecz jest pewna – budowanie relacji, połączenia z drugą osobą na głębszym poziomie, wymaga świadomej i konsekwentnej pracy. Tym też zajmuje się Conscious Connections.

 

Sonal: Celem Conscious Connections jest nadanie większego znaczenia ceremoniom, głównie ślubnym. Stały się one jedynie obowiązkiem, większość osób nie rozumie skąd biorą się określone rytuały, jakie jest ich znaczenie. Weźmy sam moment przysięgi. To kluczowy element ślubu, najbardziej intymne przysięgi jakie składamy w ciągu życia. Nie wydaje Wam się, że powinny być to słowa osobiste, przygotowane przez samych zainteresowanych, zamiast utartych formułek używanych od wieków, które nie niosą już z sobą żadnego znaczenia?

 

Jak przygotowujecie ślub?

 

Sonal: Po pierwsze, tworzymy bardzo osobiste ceremonie. Nie ma dwóch takich samych par, więc jak mogą istnieć dwa takie same śluby? Projektujemy całość wokół konkretnej pary, bazując na historii ich życia, pasjach, żywiołach lub przedmiotach, z którymi czują się związani. Ktoś może czuć się lepiej w obecności świec. Ktoś inny woli obecność wody. Używamy tych elementów do zaprojektowania ceremonii. Kolejny ważny element to osoby, które przychodzą na ślub. W standardowej ceremonii goście to goście, przychodzą, składają życzenia, odchodzą. Wszystko koncentruje się na formie, strojach, dekoracji... prawdziwa esencja ślubu się gubi. Miłość i połączenie przestają mieć znaczenie. Staramy się angażować gości. Tworzymy przestrzeń na ich błogosławieństwa. Wręczenie koperty czy pozdrowienie pary ze sceny, jak dzieje się na większości ślubów, nie daje szansy na szczere życzenia, z serca. Błogosławieństwo, wdzięczność, uznanie, to ważne fundamenty każdej ceremonii.

 

Spotkaliśmy Conscious Connections na LSuC – 5-dniowym spotkaniu ludzi szukających alternatywnych dróg, osób chcących się uczyć, a może przede wszystkim oduczyć, dzielić z innymi na głębokim, świadomym poziomie. Jeden z warsztatów, dotyczący romantycznych relacji, przygotowany był przez Conscious Connections. Najpierw, w niewielkich grupach, rozmawialiśmy o wyzwaniach, jakie pojawiają się w relacjach; obserwowaliśmy różnice w budowaniu relacji pomiędzy pokoleniami, zastanawiając się czego chcemy uczyć się od pokolenia naszych rodziców czy dziadków i babć, a z czego chcemy zrezygnować; dyskutowaliśmy nad tym, jak wnieść nową jakość do naszych obecnych i przyszłych relacji, a w końcu, w formie pisemnej, wyraziliśmy nasze głębokie życzenia związane z romantycznym związkiem. Na koniec warsztatu połowa osób została zaproszona, by usiąść w kole pośrodku pomieszczenia, położyć notatki przed sobą, zamknąć oczy i otworzyć serca na życzenia i błogosławieństwa. Pozostała połowa grupy chodziła wokół koła błogosławiąc poprzez dotknięcie głowy czy ramion i szeptanie do ucha danej osoby słów zachęty, wsparcia, uznania. Po chwili zmieniliśmy się tak, by każdy miał szansę być w środku. Nie zajęło to więcej niż 20 minut. Nie znaliśmy się przed tym warsztatem. Mimo to, podczas tej krótkiej ceremonii, poczuliśmy się ze sobą głęboko związani. Jak silne może być to przeżycie, powtórzone w gronie rodziny i przyjaciół na naszym własnym weselu?

 

Od czego się zaczęło?

 

Sonal: Od naszej własnej podróży. Kiedy szykowałam się do swojego ślubu, mnóstwo pytań pojawiło się w mojej głowie: po co ten cały show, czy ja tego chcę? Po co bierzemy ślub? Co naprawdę nas ze sobą łączy? Nigdy nie chciałam składać tradycyjnych przysiąg, nie rozumiałam ich i nie wiedziałam na co się zgadzam. W hinduskiej tradycji podczas ślubu rozpalamy ogień, jako świadka, wyższą energię, a para obchodzi go 7 razy wymawiając 7 różnych przysiąg. Pochodzą z dawnych czasów, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Nie rozumiem jak przysięgi, które działały dla naszych dziadków i babć, mogą działać też dla mnie, żyjemy w zupełnie innym kontekście. Chciałam czegoś, z czym będę w stanie naprawdę się zidentyfikować, poczuć w sobie. Wzięłam ślub w Aszramie, to był bardzo starożytny rytuał. Czułam się z nim związana, ponieważ odnosił się do tego, kim jestem. Data naszego ślubu miała dla mnie znaczenie, podobnie instytucja, z którą ślub organizowaliśmy. To było przepiękne wydarzenie, spokojna atmosfera, bez głośnej muzyki. Ubrałam się w pół godziny, bez szaleństw wokół sukienki, włosów, makijażu. Przeszłam lekko, spokojnie przez cały proces, który był tak głęboki... prawdziwy fenomenom. Zaczęłam się zastanawiać: a co, jeśli tego typu uroczystości stałyby się dostępne dla szerszego grona osób? Zostawiłam jednak ten pomysł, nie wierzyłam, że mam odpowiednią wiedzę i umiejętności, żeby przekazać to dalej. Jakiś czas później moja przyjaciółka brała ślub. Była obecna na naszej ceremonii i też chciała zrobić coś specjalnego. Postanowiła sama zaprojektować swoją uroczystość i prosiła, bym ją poprowadziła. Proces współtworzenia jej ślubu był naszym pierwszym doświadczeniem tego typu. Dostałyśmy wspaniałe informacje zwrotne od gości, opowiadali o tym jak niesamowicie czuli się podczas ceremonii, jak bardzo ich poruszyła. Postanowiłyśmy, że chcemy tworzyć przestrzeń na tego rodzaju doświadczenia również dla innych osób.

 

I otworzyłyście biznes.

 

Sonal: Tak. To nasz pierwszy oficjalny sezon, zainteresowanie jest ogromne. Zorganizowałyśmy około 10 ślubów. Nie chodzi jednak jedynie o moment ceremonii, ale o cały proces, jaki przechodzimy z daną parą, zajmuje on 3-4 miesięce. Spotykamy się z nimi, czasem dzwonimy, głównie jednak narzeczeni rozmawiają ze sobą, my jedynie facylitujemy. Jeśli chcesz napisać swoją własną przysięgę, potrzeba wiele pracy przed uroczystością, by stworzyć wspólną wizje przyszłego małżeństwa. Dajemy parom kwestionariusze, aranżujemy sesje, podczas których mają czas i przestrzeń na dyskusję o kluczowych sprawach. Również konflikt jest tematem, są rzeczy... na przykład dzieci. Wiele par nie dyskutuje przed ślubem czy chcą dzieci, a po ślubie okazuje się, że mają na to zupełnie inną wizje.

 

Czy nie jest tak, że duża liczba ślubów jest wciąż aranżowana? Może nie ma po prostu czasu i przestrzeni na dyskusje.

 

Sonal: To prawda. Ale aranżowane małżeństwa w Indiach również się zmieniły. Wcześniej rodzice organizowali wszystko za Ciebie, mówili tylko gdzie masz przyjść i o której żeby wziąć ślub z osobą, której nigdy wcześniej nie widziałaś na oczy. Obecnie, nawet jeśli ślub jest aranżowany, większość osób ma szansę na spotkanie przyszłego partnera czy partnerki i sprawdzenie czy im odpowiada. Wciąż jednak wiele jest świeżości w tego typu relacjach, często przyszli małżonkowie widzieli się raz czy dwa przed ślubem. W takim przypadku nasza praca jest jeszcze ważniejsza. W długotrwałych relacjach osoby miały okazję lepiej się poznać. W aranżowanych przypadkach potrzebujemy stworzyć przestrzeń na intymne rozmowy, nawet jeśli osoby ledwo się znają. To pozwoli im poczuć się pewniej, mieć poczucie, że znają drugą osobę nieco lepiej.

 

Ale to może też spowodować, że zmienią zdanie i zerwą relacje.

 

Sonal: Może. Zdajmy sobie z tego sprawę, choć nie zdarzyło się to do tej pory. Kiedy poznamy prawdziwe wnętrze drugiej osoby, możemy zmienić zdanie. Czujemy jednak, że to ok, lepiej zrobić to teraz niż żałować całe życie. Prawda jest też taka, że jeśli naprawdę chcesz dzielić resztę życia z drugą osobą, znajdziesz na to sposób. Lepiej jednak poznać się choć trochę, masz wówczas więcej czasu na budowanie akceptacji, na pozbycie się fałszywych oczekiwań. Kiedy oczekujesz właściwych rzeczy, Twoje oczekiwania zostaną spełnione. Nasz umysł... możesz kształtować go w dowolny sposób, twoje myśli się ciągle zmieniają. W zależności od tego co jest silniejsze – intencja życia razem czy priorytety, jakie masz w swoim własnym życiu – możesz odpowiednio dostosować swój umysł. Wierzę w aranżowane małżeństwa, bo przynajmniej jasno określają znaczenie tego typu relacji. Ostatecznie, ludzie decydują się na nie ze względu na swoje osobiste potrzeby, inaczej by tego nie robili. Mogą być to społeczne potrzeby, fizyczne, emocjonalne, potrzeba towarzysza czy towarzyszki. Angażując się w aranżowane relacje osoby wiedzą dlaczego to robią, dlaczego biorą ślub, dlaczego podejmują taką decyzje, a to ma ogromne znaczenie. Otwiera przestrzeń na rozmowę i wspólne tworzenie.

Więcej o Conscious Connections: conscious-connections.org

 

Share on Facebook
Please reload

RELATED | POWIĄZANE

Please reload

  • White Facebook Icon
  • White Instagram Icon
  • White YouTube Icon

We are Anna and Andrea, a Polish-Italian couple traveling around the world. We are looking for changemakers,  in order to describe and share their stories.

Our journey is based on exchange: story telling and other skills in exchange for a place to sleep and food. 
 

Join the GoodNewsLetter