Widzialna Ręka pół roku później


autor logo: Kevin Murf

Widzialna Ręka pół roku później

WIDZIALNA RĘKA

Polska

Anna Książek: Skąd się wzięła Widzialna Ręka?

Filip Żulewski: Ze strachu.


A: Opowiedz.

W marcu pojawiła się informacja, że Covid zaczął docierać do Polski i okazało się, że ludzie sobie z tym na różnych poziomach nie radzą. Policja bała się przychodzić do chorych, choć było ich wtedy niewielu. Zaczęli zamykać szkoły i uniwersytety. Pojawił się strach i to w takim sensie bardzo... powszechnym. Ludzie bali się wyjść z domu, pójść do sklepu, bali się stać na przystanku, wsiąść do autobusu. Znałem też sporo osób, które mieszkając w Warszawie nie miały wokół nikogo bliskiego. Albo osoby, które wracały do Polski z krajów, w których teoretycznie Covid jest i potrzebują kwarantanny, a nikt nie wie jak ta kwarantanna ma wyglądać. Znałem koncepcję grup wzajemnej pomocy, pomyślałem, że fajnie byłoby taką stworzyć i zaprosić trochę znajomych.


A: Nazwałeś tę grupę Widzialna Ręka.


Tak, zainspirowany grupami Niewidzialnej Ręki, które działały w Polsce w latach 50-60, kiedy byłem dzieckiem. Grupy te udzielały ludziom anonimowego wsparcia.


A: W dobie social mediów nikt już nie jest anonimowy... a grupa w ciągu kilku dni rozrosła się do ogromnych rozmiarów.


Moi znajomy zaczęli dodawać swoich znajomych, ci kolejnych znajomych i nagle grupa zrobiła się bardzo popularna. W ciągu niecałego tygodnia musiałem podjąć decyzję czy i ewentualnie jak robię to dalej, czy raczej zostawiam i niech się dzieje co chce. To nie była prosta decyzja. Miałem potrzebę odpowiedzialności za tą grupę, zacząłem się zastanawiać jak to zrobić żeby nie zwariować. I to dosłownie, bo był taki dzień kiedy po prostu nie wstałem z łóżka. Tych emocji, myśli było zbyt dużo, przez cały dzień mieliłem w głowie przerażenie, strach i euforię.


A: Co Ci pomogło?


Zaprosiłem inne osoby do administrowania. Powstał regulamin - proste zasady budowania postów, ale też informacje o tym jak tworzyć grupy lokalne. Bardzo szybko zacząłem pisać, że lepiej zakładać grupy lokalne, używanie hashtagów na głównej grupie może okazać się za trudne dla osób, które nie mają doświadczenia w social mediach. Pozwoliliśmy ludziom korzystać z tej samej nazwy, tego samego regulaminu, jeśli mieli ochotę, bo wydawał nam się spójny i użyteczny. W ciągu 2 tygodni pojawiło się tych grup dwieście.


A: Dwieście?!


Tak. Na głównej grupie w ciągu miesiąca zarejestrowało się około 100 tysięcy osób. Dużo zrobiły media, zdarzały się dni, w których udzielałem 3 do 5 wywiadów i tak przez dwa tygodnie. Otworzyłem grupę 11 marca w środę, w czwartek pojawił się artykuł w Na Temat, w piątek informacja w Teleexpressie. W weekend zaczęła dzwonić telewizja polska i dostałem informację, że Widzialna Ręka została podana na stronie rządowej jako jedno z miejsc, w których można szukać wsparcia.

A: Pojawiły się media, ale Ty występowałeś w nich bez pokazywania twarzy.


Nie chciałem się ujawniać do mediów, bardzo mi na tym zależało, więc media nigdy nie dostały autoryzacji i możliwości publikowania mojego wizerunku. Nie lubię być na świeczniku, chciałem zadbać o swój komfort psychiczny, ale też docenić osoby działające lokalnie, zaprosić je do reprezentowania grupy w mediach.


A: A jak Widzialna Ręka wygląda dzisiaj?


Minęło już ponad pół roku. Grupa urosła ostatecznie do 110 tysięcy osób i na pewien czas ustabilizowała się na tym poziomie. Teraz ta liczba spada, w niewielkim stopniu, ale ciągle. Zmniejszyła się też liczba postów, na początku było ich 300 dziennie, teraz jest po kilka.


A: Różni się też ich treść.


Dziś posty są znacznie konkretniejsze, widać, że ludzie nauczyli się pisać o swoich potrzebach. Zachęcamy, by mówili o tym, czego potrzebują, a nie o tym, co mogą dać. Bo okazuje się, że jak zaczynamy mówić o tym, w jaki sposób możemy pomóc, to każdy ma 5 tysięcy pomysłów, ale jeżeli dochodzi do zwerbalizowania swojej potrzeby to jest kłopot.


A: Nie mamy kultury proszenia.


Nie. Szczególnie wśród mężczyzn. Myślę, że to jeden z powodów dla których 80% osób w grupie to kobiety. Im łatwiej jest napisać, że czegoś potrzebują. Jeśli mężczyzna ma potrzebę, bardzo często prosi za niego kobieta. Pojawia się trochę postów typu: mój partner potrzebuję, dla mojego męża.


A: Pozwól, że zacytuje kilka: „W związku z pracą zdalną poszukuje monitora. Normalnie mąż pracuje na dwóch

dużych monitorach, a teraz zostajemy w domu i musi radzić sobie na laptopie. Zależy mi na usprawnieniu mu tej pracy.”, „Ciocia mojego męża ma po operacji problemy z poruszaniem się, potrzebna by była pomóc przy zakupach raz w tygodniu.”, „Zwracam się z prośbą o udzielenie pomocy mojemu znajomemu, Panu Stasiowi. Ze względu na bardzo trudną sytuację nie stać Go na zakup karmy dla przygarniętych kotów. To bardzo porządny człowiek, który prawdopodobnie sam ma problem, ale martwi się o te swoje znajdki.”

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do tego co teraz.

Część grup zaczyna zakładać swoje fundacje czy stowarzyszenia, ale my jako grupa główna nie chcemy się formalizować. Mnie nie interesuje administracyjna i ekonomiczna kwestia tego przedsięwzięcia, ta grupa powstała żeby udzielać pomocy bez interesu finansowego. Jest potrzeba, widzę, że mogę pomóc, więc pomagam, nie oczekując wynagrodzenia. Formalizacja, zbudowanie struktury może spowodować, że to, co do tej pory budowane było z pasji i potrzeby stanie się pracą. Ale jeśli grupy lokalne chcą zakładać organizacje, pomaga im to zdobyć miejsce, pozyskać fundusze na szycie masek, wsparcie wolontariatu itd. to jest to dla mnie ok.


A: A co nie byłoby dla Ciebie ok?


Obawiam się, że te grupy pomocy zaczną się gubić, komercjalizować, zostaną przejęte przez duże firmy. Dojdzie do pewnego rodzaju uberyzacji pomocy. Tak się stało z wieloma wcześniejszymi inicjatywami. Przed uberem był blabla car, w którym ludzie dzielili się po prostu kosztami benzyny. Ze znanej platformy couchsurfing, na której ludzie oferowali nocleg w swoim domu za darmo, zrodziło się AirB&B. Najpierw było dzielenie się, wymiana, a potem pojawiły się pieniądze. Chciałbym tego uniknąć, co może wynikać z etyki innych grup, w których działam.


A: Opowiedz.


Działam aktywistycznie w grupach mających korzenie w filozofiach anarchistycznych i lewicowych. Założyłem ze znajomymi dom kultury alternatywnej Ada Puławska. Jestem też częścią grupy Spina, która pomaga grupom nieformalnym szkoląc je z tak zwanego zrównoważonego aktywizmu: dyskutujemy o tym jak się organizować, jak działać żeby się nie wypalić, jak rozmawiać ze sobą na równościowych zasadach, jak dostrzegać i rozbijać ukryte hierarchię w grupie.


A: Czyli Widzialna Ręka wyrosła z ruchów anarchistycznych.


Raczej z idei grup pomocy wzajemnej, których jest wiele chociażby w krajach zachodnich, ale niekoniecznie działają na facebooku. Klasycy anarchizmu np. Bakunin albo Kropotkin pisali o pomocy wzajemnej jako elemencie, który ma łączyć społeczeństwo, elemencie uzupełniającym poza rządem. Ludzie są w stanie się zorganizować. Widzialna Ręka nie była więc pomysłem nowym, ale trafiliśmy w odpowiedni moment.


A: I pracujesz jeszcze na uniwersytecie.


Tak, zajmuję się automatyką i robotyką, jestem wykładowcą i naukowcem, bardzo lubię pracę ze studentami. Aktywizm nie zajmuje mi tak dużo czasu. Z jedną grupą spotykam się raz w miesiącu, z inną raz na tydzień. Ada jest dla mnie raczej sposobem na zorganizowanie czasu wolnego, spotkanie ze znajomymi.


A: A skąd właściwie ten aktywizm?


Dobre pytanie... Myślę, że dojrzałem do aktywizmu, on nie pojawił się szczególnie wcześnie. Ogromne znaczenie miało to, że ludzie zaczęli doceniać to, co robię. Lubię też działać ze społecznościami, różnymi grupami, mam umiejętność nawiązywania znajomości, pewien rodzaj empatii, wrażliwości na drugą osobę.


A: Był jakiś szczególny moment, w którym odnalazłeś w sobie aktywistę?


Był. W 2010 roku znajomi poprosili mnie żebym dołączył do grupy prawnej i anty-represyjnej na anty-faszystowskich demonstracjach 11 listopada. Tam po raz pierwszy zobaczyłem jak źle można rozumieć czym jest podejmowanie decyzji konsensualnej. Myślałem, że wchodzę do grup, które wspaniale się dogadują, a okazało się, że wcale tak nie jest. Sięgnąłem do zasad organizowania grupy, pracy z konsensusem, przygotowałem małe kompendium wiedzy. Na początku było trudno, potem, jak powstała Spina i było z kim działać, zaczęło się robić fajnie – pracowaliśmy z małymi grupami, szkoliliśmy kolejne osoby. Pamiętam jedno szkolenie dla PCK, 60 osób uczestniczących w wieku 19-20 lat. Przez 3 dni proponowaliśmy im różne metody konsensualnego podejmowania decyzji i to się rzeczywiście udało.


A: Konsensus zakłada zgodę wszystkich osób biorących udział w dyskusji, wyklucza podejmowanie decyzji

przez większość, np. w drodze głosowania. Wymaga poważnego potraktowania opinii każdej osoby. W

Widzialnej Ręce też tak podejmujecie decyzje?


Staramy się. Sporo osób z grupy administrującej wywodzi się z Ady, gdzie konsensus jest na porządku dziennym. Tylko jedna osoba w grupie administracyjnej nie wywodzi się z grupy działającej w podobny sposób, ale jest na tyle empatyczna i współpracująca, że szybko zrozumiała o co w tym chodzi. Jak jest potrzeba to się zdzwaniamy i dyskutujemy 2-3 godziny nad zasadami, nad niektórymi postami, nad tym jak się czujemy.


A: Ile jest osób w grupie administrującej?


Aktualnie sześć, a było kilkanaście.


A: I co dalej?


Różnego rodzaju katastrof i kryzysów będzie coraz więcej i jako społeczności musimy nauczyć się z tym radzić. Widzialna Ręka w moim zamyśle jest przestrzenią budowania sieci, z której można skorzystać przy kolejnych katastrofach, kiedy rząd nie jest w stanie zareagować natychmiast. Udowodniliśmy, że potrafimy się zorganizować. Możemy wykorzystać te same umiejętności w przyszłości.


A: Kryzys związany z Covidem wyzwolił w ludziach mnóstwo energii. Co się z nią stanie, gdy pandemia się skończy?


Wszyscy zadają sobie to pytanie. Mnie ucieszy jeśli 10% osób z Widzialnej Ręki będzie się dalej angażować w działania wolontaryjne, zakładać inne grupy, odkrywać swój potencjał. Nie spodziewam się większej liczby, ale 10 tysięcy to i tak będzie niezły wynik. Zobaczymy, co wydarzy się w grupach lokalnych. Część z nich już pod koniec wakacji się zamknęła, ogłosiła koniec Covidu. Część nieprzerwanie działa dalej. Są świetne grupy np. w Zielonej Górze, w Mysłowicach, w Węgorzewie czy w Piotrkowie Trybunalskim – to moja ulubiona, szczególnie że moja mama jest z Piotrkowa. Mają swoją siedzibę, logo, banery, imprezy. Bardzo dobrze działa grupa radomska, która, co ciekawe, została założona przez sympatyków Konfederacji. W naszej grupie administrującej ludzie mają podobne poglądy, ale za grupy lokalne wzięły się osoby z bardzo różnych środowisk.


A: A co w sytuacji, gdy grupę przejmuje Konfederacja, zabrania szukania pomocy np. osobom LGBTQ+ i pojawia się konflikt wartości?


To się zakłada kolejną grupę lokalną. Nie reagujemy, zresztą i tak nie bylibyśmy w stanie sprawdzić wszystkich grup lokalnych. Oczywiście, nie jest to dla mnie łatwe bo pojawia się konflikt wartości, ale jeśli w grupie pomocy wzajemnej sympatie polityczne i światopoglądowe nie są na pierwszym miejscu, a ludzie w niej robią dobrą robotę pomagając szpitalom, itd., to niech działają jako Widzialna Ręka. Problemem jest raczej to, że czasem osoby moderujące, tak się stało na przykład w grupie krakowskiej czy skierniewickiej, to są osoby umiejscowione w polityce lokalnej. I działając w tej grupie pojawiają się w mediach, co też podbija ich pozycję w danej społeczności i oni mogą to potem wykorzystać w swojej polityce. To są pewne zagrożenia płynące z działań lokalnych, dlatego warto mieć z tyłu głowy idee, z których grupy wzajemnego wsparcia się wywodzą - bezinteresownej pomocy, budowania grup w społeczności lokalnej, im bliżej siebie, tym lepiej. One nie muszą być duże - żeby sobie pomagać nie potrzeba 200 osób, może być ich 20, ale takich, które działają.


A: Jak wygląda sytuacja grup wzajemnej pomocy w Polsce? Czy działają jakieś grupy poza Widzialną Ręką?


Jedzenie zamiast Bomb. To są grupy, które w okresie zimowym co tydzień wydają gorące posiłki osobom w kryzysie bezdomności. Robią to oczywiście za darmo, jedzenie pochodzi ze skipów. Grupy te były zorganizowane przez federacje anarchistyczną i ruch squatterski w Polsce, obecnie naprawdę działających jest około siedmiu. Należy przekazywać pieniądze na jedzenie, nie na zbrojenie, to jest główna idea. Inne grupy, które działają podobnie, choć są bardziej zorganizowane, to Szlachetna Paczka czy Caritas. Ale to bardzo mocno ustrukturalizowane i hierarchiczne grupy. Kolejną, nazwijmy to, semi-grupą wzajemnej pomocy jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Typowych grup pomocy wzajemnej, znanych z innych krajów, w Polsce nie ma. Potencjał ich budowania pojawia się w kryzysie. Widzialna Ręka powstała w odpowiednim momencie, ale to i tak by się wydarzyło, nawet bez Widzialnej Ręki. Ludzie zorganizowaliby się w ten czy inny sposób, szyliby maski, budowali przyłbice.


A: Która z historii na Widzialnej Ręce poruszyła Cię najbardziej?


Każda historia jest bardzo ważna. Dla mnie, to może głupio zabrzmi, nawet jeśli ktoś prosi, żeby papierosy mu kupić, bo siedzi w szpitalu, to jest historia o potrzebach. Były oczywiście historie spektakularne jak powrót ekipy z Przylądka Dobrej Nadziei na początku pandemii, ale trudno byłoby mi wskazać najbardziej poruszające.


A: Mnie te historie z powrotami do kraju czy szukaniem bezpiecznego miejsca na kwarantannę, żeby nie narazić rodziny, też bardzo poruszały. Ale mam kilka innych, ulubionych. Na przykład prośba Joanny Li o pomoc psychologiczną w grupie na facebooku dla 4 tysięcy pacjentek onkologicznych. Albo odzew na post Er Lilii o przemocy, której doświadcza ze strony swojej rodziny. Maja, która dzięki Widzialnej Ręce wydaje książkę dotyczącą swoich doświadczeń jako pacjentki psychiatrycznej, u której zdiagnozowano zaburzenia odżywienia i chorobę afektywną dwubiegunową. Czy w końcu prośba pracowniczki o doposażenie Ośrodka Wychowawczego, w którym mieszkają dziewczyny z rodzin dysfunkcyjnych. Tylko ten post doczekał się 872 reakcji i 446 komentarzy!


Takich historii mamy mnóstwo. Przyszła mi teraz do głowy jeszcze jedna historia, która wydaje mi się ciekawa, choć z innego punktu widzenia. Jest taki nauczyciel z mniejszej miejscowości, który prowadzi zajęcia w szkole z uchodźcami, z dziećmi z Czeczeni, które nie miały komputerów na edukacje online. Córka podpowiedziała mu, żeby skorzystał z pomocy Widzialnej Ręki i rzeczywiście udało się zorganizować nie tylko komputery, ale i kilka innych rzeczy, wsparcia było naprawdę dużo. Ale gdy zaczęły się protesty związane z Margot i polityką państwa wobec LGBTQ+ i opublikowaliśmy posty dotyczące pomocy psychologicznej dla osób, które są zatrzymane, albo które nie radzą sobie w tej sytuacji, pojawiło się sporo krytycznych komentarzy, między innymi od tego nauczyciela. Okazuje się, że działanie w jednym polu niekoniecznie musi się przekładać na zrozumienie innej grupy dyskryminowanej. To była dla mnie ważna lekcja. W Widzialnej Ręce nie skupiamy się na światopoglądzie, rozmawiamy o potrzebach, a nie na tym, że ktoś ma taki kolor skóry, wyznanie, orientację, bo to nie jest istotne w kryzysie, to nie jest czas na zaognianie konfliktów.


A: Co robicie kiedy pojawiają się niefajne komentarze?


Jako administratorzy blokujemy dany komentarz i w szczególnych przypadkach usuwamy osobę z grupy, nie ma dyskusji. Jeżeli rozmowy na Widzialnej Ręce są miłe to nie znaczy, że one zawsze takie są, to znaczy, że naprawdę niemiłe osoby wyciszaliśmy i dawaliśmy bana na trzy dni, żeby ochłonęły. Ja osobiście nie mam z tym problemu, to jest prywatna grupa, w której zasadach jest napisane, że służy do udzielania pomocy i dyskusje pozamerytoryczne będą ucinane.


A: Czy zdarzyły się też ataki na Was?


Ludzie mają czasem żal, że jakiś post się nie pojawił. Pomagają nam w tym zasady publikowania postów i jasna odpowiedź – tej i tej zasady post nie spełnia. Czasem w tych wiadomościach pełnych żalu pojawia się też na końcu informacja, że robimy świetną robotę, co jest dosyć zabawne. Co ciekawe, wiadomości, że po prostu robimy świetną robotę dostałem raptem pięć od początku istnienia grupy.


A: Co jest w tym wszystkim najtrudniejsze?


Czytanie ciężkich historii. Chociaż nie, może najtrudniejsze jest proszenie ludzi, żeby te historie przeformułowali.


A: Bo są takie dramatyczne?


Tak. Ja osobiście dostawałem mnóstwo prywatnych wiadomości jako administrator, zanim zacząłem prosić, żeby ludzie kontaktowali się przez stronę. Dostawałem na przykład zdjęcie dziewczyny, która ma pocięte ręce i mówi, że jest sama z dzieckiem, w ciężkiej depresji i chyba się zabije. Wysłałem różne telefony, gdzie można szukać pomocy, pogadaliśmy chwilę, ale potem osoba zniknęła, przestała odpowiadać. Kolejna trudna rzecz to te wszystkie pozamerytoryczne dyskusje, które musimy moderować. Szczególnie przy zapalających tematach - trzeba być uważnym na to, co się kasuje. I oczywiście oszustwa. Są ludzie, którzy ewidentnie oszukują, edytują posty, by dodać linki do zrzutek, choć prosiliśmy, żeby tego nie robili, albo pospieszają ludzi z wysłaniem pomocy, której wcale nie potrzebują.


A: Jak to weryfikować?


Nie za bardzo jest taka możliwość. Ewentualnie ktoś z grupy lokalnej może podejść, spotkać się z taką osobą i zorientować jaka jest sytuacja.


A: Są osoby nie mówiące po polsku?


Otworzyliśmy dla nich osobną grupę, Visible Hand International, istnieje też grupa rosyjskojęzyczna. Generalnie grup tematycznych powstało sporo. Jest na przykład Mała Widzialna Ręka założona przez osobę, która napisała książkę o Niewidzialnej Ręce, są grupy dotyczące pracy, sportu czy chociażby wegetariańskich przepisów.


A: A jakby teraz w Covidzie, albo już po pandemii, ktoś chciał się dalej angażować i zmieniać świat, to co jest do tego potrzebne?


Dziesięć lat i dużo pracy.


A: Dlaczego dziesięć?


Wydaje mi się, że żeby naprawdę coś zmienić, potrzebna jest co najmniej dekada. Jeżeli nie masz doświadczenia w działaniu społecznym to sugerowałbym zacząć od czegoś bardzo prostego. Wyprowadzenie komuś psa. Udostępnianie informacji na facebooku dotyczących konkretnej akcji, to też jest rodzaj aktywizmu. Puszka z farbą i zamalowywanie krzyży celtyckich, świetny aktywizm dla części osób. Wlepki. Próg wejścia musi być mały. Idź na demonstracje, przygotuj baner, patyczaka, napisz hasła na kartce i miej je ze sobą, proste rzeczy. Niekoniecznie trzeba zaraz trafiać do więzienia lub konfrontować się z policją. Druga rzecz to zbudowanie choć niewielkiej społeczności wśród swoich znajomych. Jestem wielkim fanem budowania tak zwanych grup „affinity”, które tworzą się w konkretnym celu, przegadują swoje działania, dbają o siebie nawzajem. I ostatnia sprawa to skupienie się na jednym celu. Wybierz jeden ważny dla Ciebie temat, czy to będzie LGBTQ+, czy zmiana klimatu, czy jeszcze coś innego i zaangażuj się tylko w to. Resztę tematów wspieraj, ale w sposób, nazwijmy to, deklaratywny.


A: Dziękuję Filip, za rozmowę i za Widzialną Rękę. Robicie naprawdę świetną robotę.

Więcej o Widzialna Ręka: https://www.facebook.com/widzialnarekaPL


Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego


Powiązane posty

Zobacz wszystkie

RELATED | POWIĄZANE